guestbook

me, myself & I

archive
2007
kwiecień (4)
maj (9)
czerwiec (2)
lipiec (1)
sierpien (7)
wrzesień (4)
październik (5)
listopad (3)
grudzień (3)

2008
styczeń (1)
luty (2)
marzec (4)
kwiecień (3)
maj (1)
listopad (1)



links
`Najlepsi
CG
Greenpeace PL
Suzi ;*
Dwa Bieguny
Design4You



favs
hory-portierlike a rolling stonestiefanixladycuntxcolour-gardenzboczuch
Dodaj do ulubionych

already guests

lay by devoted layouts
for ma-ruda

piątek, 28 listopada 2008 · 12:07:49 · Wróciłam...
Wróciłam!Ale tylko na moment, żeby poinformować was mojej przeprowadzce. Jestem teraz na onecie. Dalej jako maruda. Zapraszam!
http://s-a-d.xx.pl
(scary-and-damaged.blog.onet.pl)
Mam nadzieję, że wszystkie/wszyscy mnie tam odwiedzicie. Nie mogłam już wytrzymać tych przerw na mylogu. Człowiek się przez godzinę produkował, klika dodaj notkę... "serwis chwilowo niedostępny". Nie mam siły i czasu na takie gierki... Tęsknie!

Ps: Odezwijcie się do mnie na nowym blogu... nie chcę z wami tracić kurczę kontaktu, tylko dlatego, że wzięłam rozwód z mylogiem i żyję w konkubinacie z onetem ;) Pamiętajcie też zostawić wasze stare i nowe adresy. ; ** Do usłyszenia na s-a-d.xx.pl
komentarze [1] ·


sobota, 17 maja 2008 · 03:28:28 · czterdzieści-osiem. a nie mówiłam?
A nie mówiłam? Fifka miała racje. "Olej go, póki potrafisz". Za późno. Za późno na olewanie. Za późno na płakanie. A zostało mi to co zostaje zawsze w takich sytuacjach, siedzenie całymi nocami na kompie, wylewając swoje żale na klawiaturę i zastanawiając się co by było gdyby.

Ostatnio wszystko mi się pieprzy. Seriously! To nie jest tak,że coś nie wyszło, i teraz Majeczka znajduje sobie tysiąc innych powodów do płaczu. Coś nie wyszło, a zaraz za tym poleciało najzwyczajniej w świecie tysiąc innych spraw, jedna za drugą. Bo życie jest jak domino. Póki stoi jest ok, jak jeden z klocków przewróci się, zaraz za nim poleci cała reszta. Od czego się zaczęło? Zdecydowanie od Zielonego. Potem po kolei poleciała szkoła, Aga... i posypała mi się większość mojego misternie budowanego życia. Przez całą zeszłotygodniową niedzielę, poniedziałek i wtorek żyłam sobie w swoich gruzach. Ja jak to Ja uciekłam od problemów. Ale w środę one i tak mnie dogoniły. W czwartek zaczęłam odbudowę na starych fundamentach, a dzisiaj już było ok, bo pomimo wczorajszych burzy miałam gdzie się schronić. Jest już sobota. Za 6 i pół godziny jadę na zakupy. To zdaniem mojej mamy najlepszy sposób na podbudowanie swojego apartamenciku na szczycie wieży, ze złą czarownicą w tle.

Napisałam do Petr'a wczoraj. Nie odpisał jak na razie. Czy nawet on przestanie się do mnie odzywać? Został mi jedynie Nuno i jego-nasze problemy. Mam nadzieję, że jak już je rozwiążemy, będziemy mieli jeszcze o czym rozmawiać.

Czytając to co przed chwilą napisałam o apartamencie na szczycie wieży zdałam sobie sprawę, że napisałam to jakbym była Bogiem budującym świat. Czy mi odbudowanie mojego też zajmie 6 dni roboczych? Czy będę mogła odpocząć w niedzielę? I czy poniedziałek i wtorek podczas których uciekałam od problemów zostaną zaliczone? W końcu nie liczy się sposób odbudowy, ale końcowy efekt, prawda?

Fizycznie - 1, Psychicznie - minus 1. To chyba wróży nie najlepszą sobotę...Tymczasem ja uciekam pod kołdrę do mamy. U niej zawsze tak cieplutko. A zostało tylko 5 i pół godziny udawanego snu.
komentarze [17] ·


środa, 30 kwietnia 2008 · 22:20:39 · czterdzieści-siedem. pe em es
Ostatnio mam taki nawyk, że pytam ludzi, jak czują się psychicznie w skali od jeden do dziesięciu. Zaraz po usłyszeniu odpowiedzi pytam o to samo, tyle, że fizycznie. Zatem zapytam i was.
Jak czujecie się dziś psychicznie?
Jak czujecie się dziś fizycznie? oczywiście w skali od jeden do dziesięciu. To wbrew pozorom bardzo intymne pytanie jakby się bliżej zastanowić. Ja pomimo,że nie pytacie, też wam powiem jak się czuje. Psychicznie... 3+, fizycznie 2-... Dzisiaj jest tragedia. Nie dość,że PMS, nie dość,że Zielony, nie dość,że niskie ciśnienie, nie dość,że zatrzymanie płynów w organiźmie, to jeszcze wódka, po której zawsze płaczę...

Wczoraj o mało nie położyłam się na pinezke, leżącą pod moją kołdrą. Rano rodzynki opadły na dno muffinów, boki mi się spiekły, budyń nie wyszedł i skończyła mi się margaryna. Jednym słowem katastrofa za katastrofą. Nie muszę chyba wspominać, że Zielony nie odzywa się do mnie i raczej nie raczy tego zmienić. Działam na ludzi jak trutka na szczury.

Imogen Heap w głośnikach i mogę sobie płakać. Moja zamuuu lista na coś się przydaje. W szkole jest mi tak cholernie ciężko. Ledwo nadążam. Nadrabiając zaległości, robie sobie nowe tyły. I jak tu nie zwariować?

Po napisaniu tego wszystkiego moja ocena psychiczna z 3+ spadła na 2-. To się nazywają widoczne efekty. Niekoniecznie pozytywne. Żyję tylko tym, że we wtorek będę się śmiać i gonić za radością, razem z Aguu., która jako jedyna wie co mam na myśli. A Zielony? Skoro chce milczeć, niech zamilknie na wieki, ale moja noga więcej nie stanie w murach PS. To nie groźba. To fakt.

A w głowie wciąż słowa... "Pick me. Choose me. Love me. Pick me. Choose me. Love me. Pick me. Choose me. Love me. "
komentarze [9] ·


niedziela, 13 kwietnia 2008 · 15:22:40 · czterdzieści-sześć. let go.
Skończyło się. Jestem wolna. Całkowicie wolna. Dlaczego nie skaczę z radości? Nie ściskam wszystkich naokoło? Bo brakuje mi tego. Brakuje mi tej cholernej tęsknoty do niego. Bo wraz z zapomnieniem przyszła dziwna pustka, która mam nadzieję minie. W każdym razie... A. możesz mi naskoczyć!

Drink up baby down
Are you in or are you out?
Leave your things behind
'Cause it's all going off without you
Excuse me too busy you're writing a tragedy
These mess-ups
You bubble-wrap
When you've no idea what you're like

So, let go
Jump in
Oh well, what you waiting for?
It's all right
'Cause there's beauty in the breakdown
So, let go
Just get in
Oh, it's so amazing here
It's all right
'Cause there's beauty in the breakdown


Mój blog ma już rok. Liczy czterdzieści sześć notek i niewiadomą liczbę komentarzy i odwiedzin. Uwielbiam go i mam nadzieję,że za rok będę mogła powiedzieć to samo.

Za dziesięć dni dokładnie stanę się aparatką, a za 24 dni będę miała gościa. Gościa z wymiany z Czech. Jestem strasznie podekscytowana. Sama w zasadzie nie wiem czym. Ponadto powiększy mi się rodzina... ;) ale psss! To miała być tajemnica ;)

Niestety kwiecień już dawno się zaczął, a ja nie ruszyłam z miejsca. Nie ma więc czego gratulować. Jest raczej za co opieprzyć i wyśmiać.
Rozmowy z panną X są dla mnie jak bardzo mocna kawa o poranku, po której nie zawsze dobrze się czuję. Ale idziemy do przodu. Poznaję mechanizmy rządzące moim zachowaniem, wyjaśniam je i odnajduję uczucia skryte gdzieś w podświadomości. Nie wszystko mi się podoba. W zasadzie to większość.
Ale to mi się bardzo przyda. Jak tylko mi się zachce i ruszę :> to będzie coraz mniej tych sposobów, którymi choroba, to co siedzi w mojej głowie może mnie zaskoczyć.

Na cotygodniowym ważeniu fatalnie. Dostałam burę. Od lekarza, babci i mamy. Podejrzewam,że dzisiaj tatuś przez telefon też mnie nie pochwali.
Trzy w dół i ciągle leci.

komentarze [16] ·


piątek, 4 kwietnia 2008 · 00:02:54 · czterdzieści-pięć. wszystkiego najlepszego maju.
Za dwadzieścia minut będzie jutro. A wraz z jutrem moje urodziny. Nie wiem czego sobie życzyć. Zdrowia? Tego będą życzyć mi wszyscy. Szczęścia? Już zapomniałam co to. Miłości? Tak. Życzę sobie miłości, ale nie takiej zwykłej. Miłości idealnej. Niekoniecznie na całe życie, ale takiej, które całe to życie będę pamiętać. Zatem miłości z dużą ilości motyli i uśmiechu. Wiary? W siebie? Owszem. W człowieka? Tego mam nadmiar. Siły? Tak. Tego mi trzeba. Siły do walki, na codzień i od święta.
Trzy minuty pozostały do północy.
Może powinnam sobie życzyć realizacji postanowień i planów?
Dwie minuty.
Może. A może tak marzenia?
Minuta.
Tak! życzę sobie,żeby wszystkie moje marzenia spełniły się! Nawet te nie do spełnienia. Żeby pomimo tego,że nie są do spełniania, spełniły się. Pomimo tego, że niektóre są idiotyczne i niemożliwe. Trudno. Niech się spełnią!
Trzydzieści sekund.
Przyjaciół. Ale tylko tych prawdziwych!
Dwadzieścia sekund.
Udanych wypieków. Broń Boże zakalców.
Dziesięć.
Dziewięć.
Osiem.
Siedem.
Sześć.

Pięć.
Cztery.
Trzy.
Dwa.
Jeden.

Bum!
Zatem, wszystkiego najlepszego Maju. Oficjalnie stałaś się piętnastolatką. Happy Birthday to ME.

komentarze [5] ·


piątek, 21 marca 2008 · 23:48:52 · czterdzieści-cztery. Phil Bosmans i jego zakichane mądrości.
Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie.

Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach, i wzajemnie kontaktach.
Phil Bosmans

Czyli to nie tylko ja?
Póki co jestem idealna i na siłę próbuję wczuć się w atmosferę świąt. Sprzątam, piekę i uśmiecham się życzliwie do pań w sklepie. It makes me vomit. Ale ciasto wyszło idealne. Co sprawia,że uśmiecham się sama do siebie.

Ps: Czy to możliwe, żeby stęsknić się za kimś po 2 dniach? Dalej kogoś bardzo lubię. Fuck.
komentarze [19] ·


środa, 19 marca 2008 · 23:41:00 · czterdzieści-trzy. It's not easy being me.
Chciałam napisać coś mądrego. Naprawdę. Przysięgam na co tam chcecie. Ale nie potrafię. Nie potrafię dzisiaj napisać niczego co miałoby ręcę i nogi, bądź którąkolwiek z tych części ciała. Dlatego napiszę krótko i zwięźle... Wesołego Alleluja. Jeśli jutro wycisnę z siebie coś więcej to edytuję notkę.

My fingertips are holding onto the
cracks in our foundations,
and I know that I should let go,
but I can't.
And everytime we fight I know its not right,
everytime that your upset and I smile
I know I should forget, but I can't.

You said I must eat so many lemons,
'cause I am so bitter.
I said "I'd rather be with your friends mate,
cause they are much fitter"


edit. 20.03.2008 22:01
Ponownie Smacznego Jajka! ;***** Mój brak weny mnie przeraża. Już dawno nie było aż tak źle...

Dziwne te święta w tym roku. Pomijając już fakt,że nie pamiętam żeby kiedykolwiek był śnieg na wielkanoc, to ogólnie jakoś nie czuję tych świąt. Nie czuję tej PSEUDOmagicznej atmosfery. Może dlatego, że nie ma z nami taty. Może to przez ten śnieg. A może dlatego, że po prostu tego nie przeżywam tak jak powinnam to przeżywać? Bardziej od tych świąt przeżywam to,że dokładnie za 34 dni zapuszkują mnie. I będę aparatką ; ] . finally.

Ps: Tak w ogóle to... polubiłam kogoś. Ale ten ktoś polubił kogoś bardziej ode mnie. I dupa.

komentarze [7] ·


sobota, 15 marca 2008 · 23:03:58 · czterdzieści-dwa. The bitch is back.
Poczułam trochę wolności. I zakochałam się w niej. Tak ciężko jest mi wrócić do tego co było. Tkwię jak ten kołek wbity w ziemię w jednym wielkim grząskim gruncie. I powoli zapadam się. Bagno. Bagno bez dna. Czemu ja tak łatwo ulegam? Czemu jestem tak podatna na nacisk rówieśników? Czemu nie mogę być taka jak była jeszcze do niedawna?

Bo to kim jestem teraz to to kim jestem naprawdę. Jak raz jest się złym to już się złym pozostaje. Czasem okazyjnie można poudawać dobrego przez rok, dwa. Ale zło prędzej czy później i tak się upomni o nas. Ja udawałam kogoś kim nie jestem przez ponad dwa lata. Dwa ostatnie żałosne lata. Dwa najgorsze lata mojego życia. Lata, które najchętniej wymazałbym z życiorysu.

Ostatnio zrobiłam coś okropnego. Wstyd się przyznać, ale dopiero gdy to zrobiłam poczułam się sobą. Zrobienie czegoś tak strasznego pokazało mi jaką suką jestem. Co gorsza dobrze mi z tym. Dobrze mi z tym,że poczułam się sobą, nawet jeżeli to by oznaczało,że już zawsze będę suką. I nic ani nikt mnie nie usprawiedliwia. I pora przestać się z tym kryć.

I tak też zrobiłam. Przestałam się z tym kryć. Zamanifestowałam to kim jestem i jaka jestem w na wpół podły na wpół przekolorowany sposób. I poczułam się wolna. Pomimo parunastu par oczu utkwionych we mnie poczułam ulgę. I poczuję ią znowu. W poniedziałek rano, a do tego czasu, cóż, niestety muszę udawać.
Jednym słowem: The Bitch Is Back.

komentarze [52] ·


sobota, 1 marca 2008 · 01:29:28 · czterdzieści-jeden. angry. angry. angry. lonely?
свирепость Fury. Furie. Wüste. Furia.
Rzuciłam palenie, rzuciłam jedzenie,
Rzuciłam picie, rzuciłam tycie.
Rzuciłam leżenie, zjednoczenie z leniem.
Już się nie spóźniam, tylko praca i szkolenie.
Jaka jestem fajna, nie uwierzycie.
Zmieniłam poszycie, stosuję zaszycie.
Gram niesamowicie, zluzowałam kotwicę.
Wyleczyłam nerwicę, wstaję rano i ćwiczę.
Jestem groźną kocicą.
Mam swoją firmę i kilka stowarzyszeń.
Totalnie uczciwa witam z nowym życiorysem.
Mam nową duszę i nowe oblicze.
I nigdzie się nie spieszę.
Wcale nie spieszę się.
Chyba, że napełnić kieszeń.
Rzuciłam palenie, rzuciłam jedzenie.
Rzuciłam picie, rzuciłam tycie.
Rzuciłam leżenie, rzuciłam spanie.
Sałata na śniadanie, zdrowe odżywianie.
Mam statystyczne poparcie, jestem the best na starcie.
Zawsze super ubrana, dobrze wychowana.
Jestem rozrywana.
Jestem kochana. Przyłóżcie mnie do rany.
Dochodzą mnie słuchy, że mam kocie ruchy.
Ładnie opalona.
Super śpiewam i świetnie piszę.
Seksownie szepczę i bardzo głośno krzyczę !

Nie palę. I nie paliłam. I nie jestem rozrywana, ani zawsze dobrze ubrana. Jestem blada jak ściana. Ale cała reszta się zgadza.
Pora iść udawać sen.


komentarze [17] ·


wtorek, 26 lutego 2008 · 13:32:05 · czterdzieści. i'm sorry
Kocham co nienawidzę. Nienawidzę co kocham. A to wszystko po zaledwie dwóch szklankach. Jak łatwa do zmanipulowania emocjonalnie przez wpływ otoczenia staję się po tym złocistym trunku. Małe rzeczy czy wspomnienia potrafią mnie rozświetlić, krzywe spojrzenie zgasić, wyłączyć.

Nie wiadomo co i jak nagle wyskoczy z butelki wraz z kapslem. Trzeba sobie rozsądnie dobierać kompanów do tegoż trunku spożywania.

I'll be right here when you need me
Anytime just keep believin
And I'll be right here
If you ever need a friend
Someone to care and understand
I'll be right here


All you have to do is call my name
No matter how close or far away
Ask me once and I'll come
I'll come runnin
And when I can't be with you dream me near
Keep me in your heart and I'll appear
All you gotta do is turn around
Close your eyes
Look inside
I'm right here


Ps: Podziękowania dla Damien'a za Le Mont Saint-Michael.
komentarze [23] ·


środa, 20 lutego 2008 · 02:51:18 · trzydzieści-dziewięć. shut up. i'm your person.
Niespełna piętnaście lat temu nieświadomie wsiadłam do pociągu, który nie zatrzymał się odtąd ani na minutę. Relacja: Poczęcie - Śmierć, bez przesiadek i postojów. Lubię jeździć koleją, choć czasami podróże są męczące. Oglądalność bloga spadła, bo nic nie pisałam. Nie było kiedy. Szkoła, ciągły stres,remont, ucieczka i powtórka z przeszłości- ot, to tylko wstęp. I nie będę przepraszać. Nie ma za co. Zresztą nie potrafiłabym streścić tego co działo się wokół mnie, ale najbardziej nie potrafiłabym wyjaśnić wam mojej nieobecności, bo tak naprawdę nie wiem dlaczego zniknęłam. Dziś jednak pękłam i musiałam coś napisać. Musiałam zmienić szablon. Musiałam wrócić do czegoś co na tyle mnie pochłaniało,że nie myślę o tym, o czym myśleć nie powinnam.

A. do mnie dzwonił. Czterokrotnie. Jakieś dwa tygodnie temu. Nie odebrałam. Na początku był szok, potem fala złości, bólu, ale z każdym jego telefonem było mi łatwiej nie odbierać. Gdy telefon przestawał dzwonić przez ułamek sekundy czułam się zła na samą siebie,że nie odebrałam, ale gdy telefon zaczynał dzwonić ponownie to uczucie znikało, a ja konsekwentnie nie odbierałam. W końcu zaprzestał prób dzwonienia w whatever jakiej sprawie. A ja? Ja byłam zawiedziona. Ale potem Suzi postawiła mnie za warkoczyki do pionu, pisząc do mnie,że dobrze zrobiłam i jestem najlepsza. Uwierzcie, w takich sytuacjach jak ta, która dotknęła mnie, głupie słowa jak "zrobiłaś dobrze", znaczą więcej niż tysiąc razy powiedziane "będzie dobrze". Bo tak naprawdę słowa "wszystko będzie dobrze" są puste jak pudełko po tipsach.

Ostatnio coraz bardziej utożsamiam się z moimi ukochanymi postaciami z G'sA. W szczególności z Meredith. Nie dlatego,że jest główną bohaterką. Ale dlatego,że jest niezdecydowana, często robi głupie rzeczy, nie potrafi uporać się z problemami, a co więcej nie potrafi ukazywać uczuć. Z Izzie mam niewiele, ewentualnie jej zamiłowanie do gotowania (pieczenia!), to wiecznie żywe "yay!" i zdolność podejmowania najmniej odpowiednich decyzji w danej sytuacji. Cristina, z nią też bez problemu mogę się utożsamić, ambicja (często chora), ironia, sarkazm, cięty żart, i te jej wszystkie mc'i. Z Bailey raczej mało mam wspólnego, z wyjątkiem całkowitego oddania się pracy, ale jestem raczej jej totalnym przeciwieństwem. Głównie dlatego,że w przeciwieństwie do niej, ja kompletnie nie potrafię radzić sobie z rządzeniem, nie potrafię kierować ludźmi, rozkazywać im itp. Ona jest w tym mistrzynią. I z całym szacunkiem,ale wolę by tak pozostało. Addison jest pewna siebie, ja wręcz przeciwnie, ale Addison, tak jak ja zawsze walczy do końca, i przy samej mecie rezygnuje. Addison jest zdradziecką dziwką i królową pasywnej agresji, zupełnie jak ja.

A szablon oddaje to co powinien. I jest idealny, Nieprawdaż? A to dlatego,że dedykowany jest mojej Suzi ;* i Agusi ;* za to,że są my people...

You're my person.
I am?
Yeah, you are. Whatever.
Whatever.
He dumped me. (puts her arm around her) You realize this constitutes hugging?
Meredith: Shut up...I'm your person.



komentarze [14] ·


sobota, 5 stycznia 2008 · 17:05:09 · trzydzieści-osiem. Winning Women
Dzisiaj wstałam z pozytywnym nastawieniem do życia. Myjąc zęby uśmiechnęłam się do siebie i postanowiłam,że dzień dzisiejszy poświęcę na robienie tylko tych rzeczy, które sprawiają mi radość. Ale taką szczerą. Wielką radochę. Tak więc. Wzięłam empeczwórkę. Słuchawki w uszy i tak jak na ikonie. Esy floresy po całym domu wywijałam wybijając rytm "Move your body" palcami u rąk i nóg, klaszcząc, tupiąc i robiąc parę innych rzeczy, których wam ograniczę. Potem zrobiłam wielki, przeogromny bałagan w kuchni krojąc marchewkę i jabłka na sok. Sokowirówka aż się spociła, bo zapragnęłam coraz więcej i więcej soku. W końcu poszło 3 kg marchewki i 1 kg jabłek. Gdyby sok marchwiowy był alkoholem z całą pewnością byłabym alkoholikiem. Potem ponownie z głośników tym razem mojego komputera poleciała znajomy kawałek czołówkowy z G'sA. Cztery ulubione odcinki. Dizzy... płacz... uśmiech... płacz... uśmiech... na przemian. A na koniec jeszcze 4-sezonowy breakup-sex. Ale chciałam więcej. Więc jestem tu i robię wciąż to co kocham. Piszę. O sobie dla was. Tym razem pozytywnie, bo robię to co kocham. Specjalnie z polecenie, rozkazu czy jak kto woli zalecenia McSuzi. Ona wie jak o mnie zadbać.

Co jeszcze dziś zrobię? Potańczę w rytm bicia swojego serca. Jedno jest pewne, dziś nic i nikt nie jest w stanie zepsuć tak ciężko budowanego genialnego humoru.

A ta bezsensowna, ale pozytywna (w miarę moich możliwości) notka została napisana specjalnie dla niej. Mojej McSuzi, z powodu której zawsze uśmiecham się do monitora i z której zachowania i sposóbu myślenia jestem tak dumna, że czasem mnie rozsadza. Kocham cię! Już ponad 14 lat!


komentarze [13] ·


sobota, 29 grudnia 2007 · 21:12:42 · trzydzieści-siedem. Poprzedni rok był...
Może inaczej. Powiem czym nie był. Poprzedni rok nie był udany. Był dla mnie tragiczny w każdym calu. Rzeczy dobre, które przydarzyły mi się w nim można policzyć na palcach. Pierwszego stycznia 2007 roku zaczęło się piekło. Piekło dla mnie i dla mojej całej rodziny. Felernego pierwszego stycznia złamałam nogę. Dodatkowo Adrian. Potem było jeszcze gorzej. Najpierw zabieg usunięcia migdałków. Znowu Adrian. Prawie się przekręciłam. Kolejna operacja. Znowu Adrian. Moje życie towarzyskie runęło w gruzach. Parę razy byłam na skraju załamania psychicznego. Szkoła w dół, ambicje w górę. Dzięki temu wszystkiemu w skali „bólowej” od 1-10 jestem na 8. Wszystko boli mnie ośmiokrotnie mocniej niż boli normalnego człowieka. A co jest jeszcze gorsze Adrian, jest królem Biernej Agresji. I tym mnie zabija.

Podsumowując w 2007 roku:
Przybyło: doświadczeń, emocji, obowiązków, ambicji.
Ubyło: 9 kilogramów, wyrostek robaczkowy, 2 migdałki, 10 cm w pasie, po 4 cm w udach, przyjaciół.

I ze wszystkich sił jakie zostały mi po tym roku proszę, żeby przyszły był lepszy. Żebym nie musiała płakać. Żebym nie musiała uderzać piąstkami w poduszkę z bezsilności. Żebym była już zdrowa. Żeby terapia zaskutkowała. I żebym do jasnej cholery zapomniała o nim, albo chociaż przestała o nim myśleć.

O to proszę. I mam znowu nadzieję, że to się spełni. Że ktoś mnie wysłucha. Ja naprawdę za mało mam sił, żeby przeżyć kolejny taki rok.

Amen.

A życie naprawdę czasem jest do dupy. Czasem nie chcę się wychodzić z łóżka. Choć prawdę mówiąc dzisiejszy dzień był tego totalnym zaprzeczeniem ;)
komentarze [7] ·


piątek, 21 grudnia 2007 · 14:53:56 · trzydzieści-sześć. Lepiej jest dawać aniżeli brać, czyli święta według mnie.
Za trzy pełne dni święta. Z kolei za 12 dni obudzimy się w Nowym Roku. Większość ludzi których znam podziela moją miłość do Gwiazdki. Za co ją kocham? Za choinkę? Możliwość spotkania się z rodziną? Wieczną radość? Prezenty? Za wolny czas? Za kolędy? Tak. Za to i za 1000 innych rzeczy z tym związanych. Nie lubię natomiast hipermarketów do których niestety przed świętami często jestem zmuszona iść. Ludzie tam szaleją. Przepychają się i kłócą ze sprzedawcami. Wolę małe sklepiku na rogu ulicy. Cała się trzęsę gdy widzę jak ludzie dla szpanu kupują drogie prezenty, żeby pokazać się rodzinie z lepszej strony, gdy myją na zabój okna prawie wypadając z nich tylko dlatego, że „idą święta”. W moim domu nigdy czegoś takiego nie było. Owszem sprzątamy, ale są to raczej zabiegi higieniczne, aniżeli wyścig szczurów o bielsze firanki. W kwestii choinki – nie znoszę kiczu i za szybko migających światełek. Musi być tradycyjnie. Nad wszystko wielbię połączenie złota i czerwieni, z drewnianymi dodatkami. Do tego prawdziwa, zielona, pachnąca choinka i masa prezentów porozrzucanych pod nią. Prezentów z duszą. Zresztą ja kocham dawać prezenty. Bardziej chyba niż nawet je dostawać.

Allegro przegięło w tym roku! Przez reklamę tego portalu runęły w gruzach marzenia i przekonania wielu małych dzieci! Jaki człowiek w reklamie głosi ”Mikołaja nie ma.”? Chcieli kontrowersji, a wyszła prawdziwa prowokacja. Co z tego, że go nie ma?! W mojej głowie, tak jak w głowie większości dzieci na całym świecie jest, zaraz obok Dzieciątka i Gryzeldy. Chamstwo. Niszczyć światopogląd małych istotek.

A co z wizerunkiem Mikołaja? Każda reklama czy billboard wykorzystuje jego wizerunek by zwabić klientów. Co gorsza każdy tworzy nowego mikołaja. A podejrzewam, że żaden z nich ani trochę nie jest święty. Każdy jest inny, różny. Nie są jednakowi. Irytują mnie te żałosne podobizny Mikołaja. Podejrzewam, że żadne z dzieci nie wie, że święty Mikołaj tak naprawdę wygląda tak jak wygląda, a nie tak jak ten np. z reklamy Tesco. Nie lepiej stworzyć wygląd Mikołaja w który moglibyśmy wszyscy wierzyć?

Ponarzekałam troszkę dzisiaj, więc na koniec w ramach przeprosin chciałabym życzyć wam z całego serca oby nigdy nie opuściła was wena w tworzeniu, zdrowia, bo bez niego nic nie da się zrobić, dystansu do świata i wiary w człowieka, bo to on buduje świat. Poczucia humoru, bo umiejętność śmiania się z siebie jest niezwykle ważna w tym całym brudzie rzeczywistości jest niezwykle ważna. Oby nie zabrakło wam miłości. Ona dodaje skrzydeł i sprawia, że rzeczywistość, nie doskwiera nam tak bardzo. A w Nowym Roku nie wam nie zabraknie nowych, ambitnych wyzwań, bo w życiu najważniejsze jest to, by ciągle się rozwijać. Świećcie jak tęcza dla siebie i dla innych. Spokoju i miłości niewyczerpanej.

komentarze [16] ·


wtorek, 11 grudnia 2007 · 16:31:17 · trzydzieści-pięć. Po dłuższej rozłące niż spodziewałam.
Nigdy nie myślałam, że na tak długo będę musiała rozstać się z blogiem. Tym bardziej, że rozstałam się z nim tak nagle. Pobyt w szpitalu, zepsuty komputer, przemęczenie, nadmiar obowiązków i braki w szkole. To wszystko stało się tak nagle, że nim się nie obejrzałam, zapomniałam jaką frajdą jest wypłakiwanie się wam. Ale dziś będzie kolorowo i pięknie, głównie dlatego, że zbliżają się święta, a ja kocham święta i jestem zdania, że święta to nie czas na smutki. Tak więc, na czas świąt uroczyście zawieszam wszelkie smutki.

Nowy rok zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim czas podsumować i nowych planów. Ja powoli, małymi kroczkami zaczynam robić coroczny bilans. Kto wie. Może dojdę do jakiś piorunujących wniosków?

Wiem jedno. Miłość to nie sport dla mnie. Za bardzo wyczynowy.
komentarze [11] ·